• Wpisów:69
  • Średnio co: 27 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 17:57
  • Licznik odwiedzin:1 990 / 1898 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
juleczka180601
 
looolenka98
 
Hej tu Kasia.Zapraszam do mnie(na tego bloga),oczywiście będę u siebie kontynuować opowiadanie ;3I tak będzie aktualny ;*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
*Suzan
Obudziłam się o 9.Była sobota.Odrazu usłyszałam z dołu krzyki.Szybko przebrałam się w to: i zeszłam po schodach.Tak jak się domyślałam Zayn kłócił się ze swoimi kolegami o miejsce na kanapie.Złapałam go za ucho,wtedy on wrzasnął.
-Mój boże!Wiem,że lubicie się kłócić,ale nie tak wcześnie!Wynoszę się do Jeanette!
-Jak chcesz.-wzruszył ramionami i usiadł w fotelu.Przewróciłam oczami i wróciłam do pokoju.Wzięłam torbę,bo tylko ją ze sobą zabrałam.
-Nikt się ze mną nie pożegna?-zapytałam zakładając buty.Jedyny przybiegł Horan.Przytulił mnie.-Chociaż ty...-powiedziałam po czym wyszłam.
Tak naprawdę mieszkałam z moją przyjaciółką Jeanette w swoim własnym domu ale na jeden dzień przyszłam do chłopaków.

Po niecałej godzinie dojechałam do domu.Weszłam do środka,jak najszybciej zdjęłam buty i poszłam odłożyć torbę do pokoju.Gdy wyszłam zza rogu wyszła Jean.Ze strachu aż podskoczyłam.
-Aleś mnie przestraszyła!-powiedziałam.
-Jak było u chłopaków?
-Masakra!Od rana kłótnie o jakieś głupie miejsce na kanapie.
-To już jest świat chłopaków.Go nie pojmiesz.-uśmiechnęła się.-Zrobiłam śniadanie.-i podskakując z nogi na nogę podreptała do kuchni.Zobaczyłam na stole mnóstwo kanapek.
-Zaprosiłam gromadę żołnierzy czy co?My tego nie zjemy.
-To dla Megan i Cher.-powiedziała.Megan i Cher to jej dwa małe yorki,które załatwiały się dosłownie wszędzie.Wtedy te małe dwa potwory przybiegły i zaczęły ujadać na mnie i gryźć po kostkach.
-Ał,Jean weź te kundle!Zaraz nie będę mogła chodzić!-krzyknęłam z bólu.Przyjaciółka zabrały psy i wzięła je na ręce.Dała im po jednej kanapce i puściła na podłogę.Usiadłam na krześle i wymamrotałam:
-To będzie dłuuugie lato...
 

 
Hej.Tu znowu ja,Jula.Chyba wrócę do pisania opowiadania na tym blogu.Na pozostałych jakoś mi się nie udawało.Mam nadzieję,że jeszcze będziecie tu zaglądać choćby na chwilę c:
Za chwilę dodam postaci i krótki prolog.
^^
 

 
--------------------------
Kolejny dzień.-7:30
Obudziły mnie promienie słoneczne wpadające do pokoju przez ogromne okno.Pełna entuzjazmu wstałam z łóżka,potykając się o schodki.Po sekundzie wstałam i ubrałam to:http://allani.pl/zestaw/538673 .Posidziałam jeszcze chwile czytając książkę,a pottem odwiedził mnie Harry.Spojrzałam na niego odkładając książkę
-Co?
-Ktos do ciebie przyszedł...-powiedział wpuszczając do środka...
-Chris!!!Aaron!!!-wrzasnęłam z radości rzucając się Chris'owi w ramiona.-Co wy tu robicie?
-Ciocia nas ...znaczy mnie zaprosiła na imprezke.Ja postanowiłem zabrać Aaron'a.
-Tak.I twój tata powiedział,że mamy cię pilnować,żebyś nie przeciążyłą z alkoholem.-przytuliłam się do niego podnosząc jedną nogę do góry(<3).
-Taa...Zostawię was samych...-powiedziałam pożenowany Harry i zamknął za sobą drzwi.Usiadłam z chłopakami na schodach wciąż nie mogąc uwierzyć,że przyjechali do Londynu.
----------------------------
W tym czasie ciocia robiła w kuchni śniadanie.Usmażyła mnóstwo jajecznicy z bekonem i wyjeła bułki.Poustawiła wszystko na stole i czekała na wszystkich.Pierwsi przyszli Lou,Li i Hazza.Usiedli w milczeniu przy stole.Ciocia to zauważyła i zapytała o co chodzi.
-Ten cały Aaron!Niedosyć ,że jest przystojny to jeszcze wie jak o kogoś zadbać.-wytłumaczył Harry.-A my tak nie umiemy!-trzasnął w stół.-Przepraszam,trochę mnie poniosło.-wtedy do kuchni wszedł Niall z Zayn'em.Także usiedli na krzesełkach.Później do kuchni wszedł Chris,Aaron i Ashley.Niall wybiegł z kuchni i zamknął się w pokoju.Ashley pobiegła za nim jakby go rozumiała.Ale on jej nie wpuścił i tylko krzyknął:Spadaj,chyba wolisz tego całego Aaron'a,co nie?!!-i tak zakończyła sie ich rozmowa,która tak naprawdę się nie zaczęła.Ashley wróciła do kuchni,szybko zjadła śniadanie i położyła się na łóżku-rozmyslając o tym wszystkim.Wtedy doszedł do niej Aaron.Usiadł obok i szepnął...
------------------
No?Co szepnął Aaron?Jak myślicie?Sorki,że krótki ale piszę i wymyślam na szybko ;p 3 komy-rozdział 9.
 

 
Ahh..To jeszcze ja-Jula prawowita właścicielka tego bloga.Przykro mi,ale muszę go usunąć.Ani ja ani moja siostra nie mamy czasu na wchodzenie na neta itp.Nie wiem...Może jeszcze kiedyś tu wrócę i ponownie będę pisać.To tyle,do zobaczenia ,w przyszłości, ;D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Nie no dobra teraz 4 komentarze i kolejny rozdział -.-
 

 
Nastała 13.Wybrałam się na krótki spacer po brzegu małej rzeczki.Potem zauważyłam wielką wierzbę płaczącą,nad którą krążyły przeróżne ptaki.Obok niej mieściło się małe oczko wodne.Siedział tam jakiś starzec.Zakradłam się od tyłu.
-Dzieńdobry.Czy mogę się dosiąść?-zapytałam.
-Proszę,proszę.Siadaj.Jak masz na imię?-zapytał chrypliwym głosem.
-Ashley.A pan?
-Marco.Pochodzę z Irlandii.Ile masz lat?
-17.Za niedługo 18.Często pan tu bywa?-zapytałam maczając palce w wodzie.
-A,często,często.Siedzę sobie na tej spruchniałej ławce już z dobre 2 godziny.Lubię tu sobie posiedzieć i pomyśleć na życiem...
-Przypomina mi pan kogoś....Czy jest pan ojcem niejakich Katherine i Sary Song?
-Musiałbym się zastanowić.Czuję jakbym skąś pamiętał te imiona.Nazwisko jest moje,ale to może jakiś zbieg okoliczności...No nic musze już iść.
-Do widzenia,panie Marco!-pomachałam mu,a on odszedł w odległą stronę.Zauważyłam coś leżące na kamieniu.Podniosłam i zobaczyłam połowę jakiegoś starego zdjęcia.Byłą na nim mała 4-letnia dziewczynka.Z tyłu napisane było:Song-1981.18.03-Irlandia.Zdziwiłam się bo u cioci Katherine widziałam takie samo zdjęcie tylko,że jego drugą część.Wróciłam powoli do domu.Te całe wyjście zajęło mi godzinę,a może nawet nie całą.W salonie siedziała ciocia popijając kawę.
-Gdzie chłopcy?-zapytałam.
-Śpią.
-Czemu?
-Bo zjedli obiad i byli zmęczeni.A ty?Gdzie byłaś?
-To teraz nie istotne.Spotkałam jakiegoś starca.Zostawił na kamieniu to.-podałam jej połówkę zdjęcia.Ona zakryła sobie usta dłonią.-Co?-ona wciąż milkła więc się ku niej schyliłam i spojrzałam proso w oczy.-Kto to jest?!
-T-to...Nie wiem.Wydawało mi się,ale jednak nie.-odłożyła kartkę pod stół.
-Ciociu powiedz prawdę...
-Ashley!Przestań proszę.Nie znam gościa i tyle.-spojrzałam na nią,wstałam i poszłam do kuchni.Usiadłam na krześle.Wciąż patrzyłam na drugą połówkę zdjęcia,która wisiała nad drzwiami wejściowymi do domu.Ten człowiek na zdjęciu jest łudząco podobny do tego,którego spotkałam tylko,że o jakieś 30 lat starszy,może mniej.-Jesteś głodna?-zapytała przerywając ciszę.
-Będę jak mi powiesz kto to jest.-skrzyżowałam ręce na piersi.
-Nie wiem kto to jest!-krzyknęła przygryzając wargę.Spojrzała na sufit.-Był rok 1981.18 marca zrobiono nam tę ostatnią fotografie.Zabrali tatę do jakiegoś wagonu i tyle go widziałam.-próbowała powstrzymać łzy.-Nienawidzę go za to.
-Za to,że chciał za ciebie poświęcić życie?-zapytałam niedowierzając.
-Możliwe.Ashley..Ty znasz swojego tatę już 17 lat,a ja mojego 4.To nie takie łatwe wychować się bez taty,wiesz?!-krzyknęła i wybuchła płaczem.Nie mogłam nic innego zrobić jak tylko obok niej usiąść i ją pocieszać.-Nie chcę już o nim więcej słyszeć!
-Dobrze.Już....Już skończmy ten temat jak chcesz ciociu.Mogę ci włożyć lody jak chcesz.-uśmiechnęłam i wróciłam do kuchni.Nałożyłam wielką michę lodów czekoladowych i polałam je sosem truskawkowym.Gdy przyszłam do salonu ciocia leżała na kanapie z zamkniętymi oczami.-Super.Lody się roztopią.-odłożyłam miskę na stolik i pocałowałam ciocię w czoło.-Pojadę po balony i inne takie.-ciocia kiwnęła głową.Wzięłam klucze i wyszłam z domu.Poszłam do najbliższego sklepu ,Wenus' i gdy przekroczyłam próg zobaczyłam grupkę fotoreporterów.Rzucili się na mnie jak zwierzęta.
-Ej!Uważajcie trochę co?!-krzyknęłam i poszłam szukać balonów.Wzięłam cztery opakowania po 20 balonów w każdym.Potem sięgnęłam po trzy rolki z serpentyną i pobiegłam do kasy.
-Należy się 29 dolarów.-powiedziała kasjerka.Dałam jej pieniądze z kieszeni i szybko wybiegłam ze sklepu żeby zgubić reportów.Szłam powoli tą samą drogę i wpadłam na Bellę.
-Hej Ashley.
-Hej Bel.Szykuje się imprezka..No wiesz..Może wpadniesz?Liam się ucieszy ja zresztą też.-uśmiechnęłam się czekając na odpowiedź.Nie musiałam długo czekać i usłyszałam stanowcze TAK.-Okej.Odbędzie się we wtorek o 17.
-Okej.Mam nadzieję,że się nie spóźnię.Pa Ash.
-Pa Bel.-przytuliłyśmy się i poszłyśmy w swoje strony.Gdy otworzyłam drzwi i weszłam do środka słyszałam jak muchy latają w powietrzu.-Muzyka dla moich uszu...-uśmiechnęłam się i odłożyłąm zakupy w kuchni.Potem wyniosłam śmieci,ale w śmieniku zamiast pustego miejsca spotkałam...szopa.Położyłam śmieci obok śmietnika i wrzeszcząc jak najgłośniej wróciłam do domu.Niall szybko zbiegł po schodach z jakimś wypchanym zwierzakiem.
-Co się dzieje?!-krzyknął.
-Obroniłbyś mnie TYM?-zapytałam wskazując na zwierzę.-Miałam bliskie spotkanie z szopem.Zresztą nieważne idź spać.
-Nie chce mi się.Idziemy popływać?
-Czy ja wiem?Nie umiem pływać wolałabym się poopalać.
-To ty się poopalasz,a ja popływam.Fajnie?Fajnie.
-Po pierwszeobra i po drugie:Nie odpowiadaj za mnie.-uśmiechnęłam się,a on przewrócił oczami i też się uśmiechnął.Poszłam do pokoju i przebrałam się w dwu-częściowy strój w różowe kwiatki.Wzięłam ze sobą ręcznik i poszłam prosto do ogródka.Niall siedział już w basenie.
-Chodź księżniczko.
-Nie jestem księżniczką!Ja posłucham muzyki.-rozłożyłam sobie ręcznik.Włożyłam słuchawki do uszu i włączyłam:Blow me(One last kiss).Ale te moje słuchanie nie trwało długo,bo Niall ochlapał mnie lodowatą wodą.Odłożyłam telefon na bok i zaczęłam iść w stronę drabinki.-Osz ty!Dostanie ci się!-wrzasnęłam i weszłam powoli do wody.Ochlapałam go,ale on nie dał za wygraną i próbował mnie utopić.-Niall!Przestań!-ale zamiast być na niego zła-śmiałam się do bólu brzucha.On w końcu zaprzestał i usiadł na brzegu.-Przynieś mi materac,w końcu jesteś moim służącym.
-Nie jestem,sama sobie przynieś.-skrzyżował ręce na piersi i położył się na betonie,a jego jedna noga leżała w wodzie.Patrzyłam na niego wzrokiem szczeniaczka.-No niech ci będzie...-rzucił mi zielony materac.Wskoczyłam na niego i zaczęłam się opalać.
-----------------------------------------------------------
Dobra to już koniec rozdziału 7.Mam nadzieję,że wam się spodoba ;D
 

 
.A obudziłam się dopiero następnego dnia o 8.W nocy ciocia mnie jeszcze obudziła i powiedziała,że o szóstej nad ranem idzie na kolejne spotkanie,a wróci dopiero o 10.A więc musiałam wytrzymać z tymi potworami jeszcze dwie godziny...No nic.-pomyślałam idąc do łazienki.Uczesałam włosy w długiego kucyka i ubrałam:http://allani.pl/zestaw/345289 .Wyszłam z pokoju kierując się prosto do pokoju Harrego.Szepnęłam mu nad uchem:Wstawaj Harry szkoda dnia!-on otworzył oczy i się przeciągnął.
-Która godzina?-zapytał chrypliwym jeszcze głosem.
-Ósma.-powiedziałam siadając na łóżku.-Co chcesz zjeść?
-Nie wiem.Może coś zamówimy?
-Eee..No dobra.Ale najpierw zadzwonię do cioci.-powiedziałam biegnąc do pokoju po komórkę.Rozmowa zaczęła się tak:Coście narobili?!-ja odpowiedziałam,że nic i zapytałam się czy możemy zamówić pizze.Ciocia się zgodziła,ale pod jednym warunkiem:miałam umyc podłogę w całym salonie.-Umowa stoi.-powiedziałam rozłączając się.Wróciłam do Harrego.-Załatwione.Masz numer jakiejś dobrej pizzerii?
-Tak.Ulotki leżą w salonie pod stolikiem,przyniesiesz?-zapytał zakładając spodnie.
-Niech i będzie.-wzruszyłam ramionami i poszłam do salonu.Sięgnęłam po ulotkę ale usłyszałam,że ktoś schodzi po schodach.Obejrzałam się.To był Zayn.-Przestraszyłeś mnie.
-A ty mnie.-uśmiechnął się.-Gdzie pani-ciocia?
-Na spotkaniu.
-A co na śniadanie?
-Zamówimy pizze.Harry kazał wziąć ulotki.-właśnie wtedy z pokoju wyszedł Harry.
-Hej Hazza.
-Siema.Zadzwoniłem już do pizzerii,bo miałem jej zapisany numer.-potem na mnie spojrzał.-Pójdziesz obudzić chłopaków?-zapytał podnosząc jedną brew do góry.
-Tak...Ale skoro mam okazję...Zrobię to w dość nietypowy sposób.-uśmiechnęłam się biorąc dwie szklanki i nalewając do nich wody.Poszłam po schodach najpierw do pokoju Louis'a i Liam'a.Skradłam się na palcach do ich łóżek i...zaatakowałam.Cali mokrzy jak naelektryzowani wyskoczyli z łóżek.
-ASHLEY!-Wrzasnął Liam.-Jestem cały mokry!-zwijałam się ze śmiechu po podłodze.-Ale wiesz co?Przytulmy się.-zaczęłam się czołgać do schodów.
-Nie Li,nie proszę!To nowe ciuchy!
-No chodź Ash...-powiedziałam z zadziornym uśmieszek Louis.Wyciągnęli ręce i zanim się spotrzegłam rzucili się na mnie cali przemoknięci.Zaczęłam na nich wrzeszczeć coraz głośniej gdy nagle Niall wyszedł z pokoju i wrzasnął chyba na całe miasto:
-ZAMKNIJCIE SIĘ W KOŃCU!Człowiek nie może się normalnie wyspać?!
-To ona!-zaczął się tłumaczyć Liam.
-Nie!To oni się na mnie rzucli cali mokrzy!-powiedziałam.
-Dobra,ale cicho już.Proszę...-spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem i wrócił do swojego pokoju.Nastała głucha cisza,ale przerwał ją dzwonek do drzwi.Zayn otworzył.
-33 dolary się należą.-powiedział dostawca i wyciągnął rękę po pieniądze.Zayn wziął je od Harrego i podarował młodemu chłopakowi.Ten wrócił do samochodu.
-Wyżerka!!!-krzyknął Harry biorąc jedną pizze i odkładając ją na blacie w kuchni.Ja,Louis i Liam poszliśmy się przebrać,a więc ubrałam to:http://allani.pl/zestaw/347233 i wróciłam do salonu.Zayn i Harry jedli już drugi kawałek pizzy.Liam i Louis właśnie schodzili po schodach uśmiechając się.
-A jest z marchewkami?-zapytał śmiejąc się Lou i biorąc pierwszy kawałek pizzy z mięsem.-Może pójdziesz obudzić Nialla?
-Dobra.Ale jak zrzuci mnie ze schodów ze złości,że go rozbudziłam to wasza wina.-powiedziałam wchodząc po schodach(ponownie)na górę.Weszłam po cichu do jego pokoju.On spał sobie smacznie przykryty kołdrą i trzymał w ręku...misia.Uklękłam przy jego łóżku i szepnęłam jak najciszej z obawą,że na mnie nawrzeszczy:Niall,proszę wstań.Wstań i nie wrzeszcz już więcej.-on otworzył oczy i gdy mnie zauważył przykrył sobie głowę kołdrą.
-Niall wstawaj śniadanie czeka!-powiedziałam już głośno.On wtedy usiał na łóżku,przetarł oczy i zapytał:A przytulisz?-Jaja se robisz człowieku?Wstawaj i to bez gadania.I nie-nie przytulę cię.-odwróciłam się na piętach i wróciłam do pozostałych.Z trzech pizz została jedna-dla mnie i Nialla.
-I co?Gdzie ,Śpiący Królewicz'?-zażartował Zayn.
-Jeszcze jest w pokoju.Mam pytanie-Czy on zawsze śpi z misiem?
-Od czasu do czasu tylko wtedy gdy ma koszmary.-wytłumaczył Liam.Zachciało mi sie śmiać.Chłopak,który ma 18 lat śpi z misiem?Ja nie robiłam tego nawet wtedy jak miałam 7 lat...Wtedy Niall ukazał się na schodach przeciągając się.
-Co na śniadanie?
-Pizza.Siadaj i jedz.Ty też.-zwrócił się do mnie Harry.
-Nie rozkazuj mi!-krzyknęłam na niego.-Nie jeste...ee...-przerwało mi pukanie do drzwi.Otworzyłam.To ciocia Katherine.-Hej ciociu!I jak spotkanie?
-Dobrze.-uśmiechneła się.-Ty wciąż masz ,chodzić' z Niallem,ale twoją sesję odwołano.-powiedziała.-Zjedliście już coś?
-Tak.Zamówiliśmy pizzę.-powiedziałam.-Jak chcesz to już zabiorę się za sprzątanie.
-Nie.-zatrzymała mnie.-Za 2 dni ma odbyć się tu szalona imprezka.Wiecie-troche alkoholu,przekąski,dekoracje itp.Macie 40 godzin za 3,2,1 i...START!-Jednak nikt nie zareagował na te start ja wręcz nie zrozumiałam.
-Impreza?Kto na niej będzie?-zapytał Louis.
-Kilka mniej ważnych osób,kilkanaście projektantów i jeszcze kilkanaście innych osób.A między innymi Pink.Ale nie kupujcie za dużo alkoholu bo wiecie...Ashley nie ma jeszcze 18 lat.-zwróciła się po cichu do chłopaków.
-PINK?!-Krzyknełam.-Kocham ją!Jej piosenki odmieniły moje życie na dobre!-rozpromieniłam się.Marzyłam o tym,żeby ją spotkać,a wtedy...mieszkałam z potworami,których wprost nienawidziłam....
-----------------------------------
Wiem trochę nudny ale nie miałam o czym pisać ;p
 

 
Doobra...Nie czekam na komentarze.Ale nastęn rozdział wrzucę chyba jutro ;p
 

 
-Wy chłopcy możecie już iść na górę.My przyjdziemy za 10 minut.-a więc wszyscy poszli na pierwsze piętro.
-Co jest na górze?-zapytałam.
-Nie powiedzieli ci?Tam czeka już fotograf!
-Jaki znowu fotograf?!
-Dziś do mnie zadzwonił i powiedział,że chce zrobić ci,mi i chłopakom sesję.-wytłumaczyła.,Co za łajzy.Dostanie się im'-pomyślałam.-Idziesz?-zapytała.
-T-tak...-pociągnęła mnie za rękę.Usłyszałam głosy chłopaków.Sprzeciwiali się czegoś.
-O co chodzi?-zapytała Bella.
-Karze nam zdjąć koszulki!-krzyknął oburzony Louis.
-Wstydzicie się nas?-zapytałam uśmiechając się złośliwie do nich.
-Noo...-odpowiedzieli.
-Chłopcy...Zróbcie co wam karze.Proszę.-powiedziała błagalnie Bel.Chłopacy się jej posłuchali i zdjęli koszulki.
-Dobrze.A teraz stańcie przy tle i przyjmijcie jakieś pozy.-powiedział z francuskim akcentem fotograf.Najpierw zrobił zdjęcie Niall'owi,potem Liam'owi,Louis'owi,Zayn'owi,a na koniec Harry'emu.Potem nas do siebie zawołał i powiedział,że my mamy przynajmniej udawać przyjaciółki i robić różne pozy.Stanęłyśmy więc przy tle i zaczełyśmy się wygłupiać.Niall patrząc na nas się uśmiechał.Efekt tego wszystkiego był taki: (patrz-obrazki).Świetnie się bawiliśmy przy zdjęciach.Potem fotograf wyszedł żegnając się i mówiąc:Świetna robota!
-Łał.To było...Nie mniej niż fajne.-powiedziałam z zachwytem.-Super,że pożyczyłaś mi te ciuchy!-powiedziałam do Belli.
-Spoko.Świetnie się bawiłam,przebierając się w różne rzeczy!-podzieliła moje zdanie.
-Widzę,że się dogadałyście.-wciął się Li.-Ale musimy już wracać.Pora na kolację.
-Na kolację?-zapytałam zdziwiona.
-Tak.Jest już 17.-odpowiedział Liam całując Bellę w policzek.-Pa,kochanie.
-Pa!-pożegnała się i wyszliśmy.

W domu:
-Gdzieście byli!Nawet obiadu nie zjedliście!-krzyknęła ciocia.
-Pani się nie martwi,pani Katherine.Byliśmy na sesji u Belli.-odpowiedział Harry.-Zresztą...Chyba nic nam się nie stanie jak nie zjemy obiadu prawda?
-No dobrze.Przymknę na to oko.-powiedziała ciocia.-Zrobiłam frytki i kotlety wieprzowe.-Chłopcy odrazu pobiegli do kuchni obżerając się jedzeniem.
-Smacznego.-powiedziałam sięgając po jogurt czekoladowy z lodówki.-Ja zjem to.-i usiadłam do stołu.
-Nie za dużo?-zapytał z ironią w głosie Zayn.
-Nie.Po prostu nie jestem głodna.
-Ale w nocy wyczyścisz pewnie całą lodówkę z głodu.-powiedział śmiejąc się Liam.Niall wziął na widelec trochę kotleta i udawał,że to samolot.Przystawiał mi go do buzi.
-No już!Leci samolocik,leci i..fru?-nawet nie otworzyłam buzi tylko spojrzałam na niego.-No zjedz coś bo będziesz anorektyczką!
-Dobra!-nałożyłam sobie pół talerza frytek.-Może być?!-zapytałam ich.
-Idealnie.-powiedział Niall siadając na miejsce.

Po obiado-kolacji:
-Ale się najadłem...-powiedział Louis klepiąc się po brzuchu.-Ale zjadłbym marchewkę(;D)..
-Przykro mi.Nie mamy już marchwek.-powiedziała ciocia z kuchni.-Ashley pomożesz mi posprzątać?-zwróciła się do mnie.
-Tak...-wstałam ospale z fotela i stanęłam przy niej.-Co mam sprzątnąć?
-Zmyj naczynia,a ja oprzątnę trochę w pokojach.
-Okeej...-powiedziałam i zaczęłam znosić naczynia ze stołu i je myć.Stanął przy mnie Harry.
-Może pomóc?-zapytał.
-Jak chcesz...Ja będę myć,a ty spłukiwać i stawiać na suszarce.Okej?
-Okej!-i jak się okazało...Z jego pomocą poszło mi to 3 razy szybciej.Po skończonej pracy wróciłam do oglądania jakiegoś marnego reality-show o tytule:,Ekipa z New Castle'.Ja tam wolałam Z New Jersey,ale to oni chcieli to oglądać.-Nie możecie przełączyć?
-NIE.-powiedział Zayn.-Charlotte jest chyba najładniejsza co nie?
-Tak,ale Vicky też jest niczego sobie-dodał Louis.Ja wstałam i poszłam do pokoju.Pomimo wczesnej godziny pogrązyłam się w bardzo głębokim śnie...
-----------------------
Okej....To rozdział piąty mam nadzieję,że się spodoba.5 komentarzy-kolejny rozdział.
 

 
Po jakiejś godzinie ciocia wróciła.
-I jak minęło spotkanie?-zapytałam.
-Świetnie.Za 3 dni masz sesję,a chłopcy w ten sam dzień wywiad
-Super.-powiedziałam krzyżując ręce na piersi.-Jeszcze jakieś wieści?
-Tak i chyba się nie ucieszysz...Masz udawać,że chodzisz z Niall'em.
-ŻE JAK?!-wrzasnęłam.-Ja z nim?Nie dam rady!
-To ten facet to wymyślił!Naprawdę ma bujną wyobraźnię.Chciał żebyście wystąpili z misiami i w kostiumach teletubisiów.-Niall padł na podłogę ze śmiechu.
-A skoro tak...-zaczęłam.-Rozwaliłam telewizor.
-Ahh...Ashley po co?!-krzyknęła ciocia.
-No bo...Oni...Nieważne.Daj mi szlaban i po sprawie.-przewróciłam oczami.
-Nie.I tak się psuł...-powiedziała ciocia kończąc rozmowę.Poszła do swojego pokoju i chyba zasnęła,bo nie było słychać ani jednego najmniejszego hałasu.Spojrzałam na chłopaków.Niall jeszcze turlał się po podłodze,a Liam się z niego śmiał.Już miałam odejść gdy Zayn złapał mnie za ramię.
-Sory...-powiedział.
-Dobra.Ale i tak jesteście dzieciakami.-wyrwałam się z uścisku Zayn'a i poszłam do kuchni.Louis za mną.-Czego wy ode mnie chcecie?!
-Nic.Po prostu przyszedłem po szklankę soku...-wyjął szklankę z półki,potknął się o stołek i przewrócił się razem ze szklanką.-Ała...-spojrzałam na niego.Miał szkło w policzku.Podbiegłam do niego jak najszybciej.Krew tryskała jak nie wiem.
-Boże!Louis!Coś ty zrobił z tą szklanką?!
-No tak,bo cię interesuje tylko szklanka...Pomóż mi,bo boli jak chol*ra.-przybliżyłam się do niego i wyjęłam owe szkło z całej siły.Lou wrzasnął.
-Dzwonić po karetkę?
-Nie.Poradzę sobie...-uśmiechnął się,poszedł do łazienki,polał sobie policzek wodą utlenioną i przykleił plaster.Wstałam i poszłam do pokoju cioci.Spała sobie smacznie.Nagle ktoś otworzył drzwi.To był Niall.Uśmiechał się szeroko.
-Co?
-Pójdziesz ze mną na spacer?
-Emm...Z chęcią.-powiedziałam i poszłam za nim.
*Niall
Byłem dumny,że mi się udało.Chodziliśmy sobie po parku.Postawiłem jej lody truskawkowe i usiedliśmy na ławce.
-Od kiedy zostałaś modelką?
-3 lata temu.Miałam 14 lat i zauważył mnie jakiś facet.Zaczął pstrykać mi zdjęcia i tak pozostało.Od kiedy ty zacząłeś śpiewać?
-Trudne pytanie....Okres w brzuchu też się liczy?-zaczęliśmy sie śmiać.-A tak serio zacząłem gdy miałem 5 lat.
-Pewnie słodko to wyglądało:Mały chłopiec z blond włosami,z misiem i głosem chrypliwej wiewiórki.-znów się zaśmialiśmy.-A jednak nie jesteście tacy beznadziejni jak mi się wydawało.-uśmiechnęła się.
-No widzisz?Czasem trzeba poznać czkłowieka żeby można było go oceniać.-powiedziałem i wstałem.-Idziemy?Robi się ciemno.
-Okej.-powiedziała wstając.Szliśmy powoli rozmawiając gdy nagle złapała mnie za rękę.-Reporterzy stoją za nami.-szepnęła.Odwróciłem się sztucznie uśmiechając.A już miałem takie nadzieje..
*Ashley
Nastęnego dnia obudziłam się o 10,ale to i tak było za wcześnie,bo jak poszłam zrobić sobie płatki...Oparłam się o stół i przewróciłam się na oczach chłopaków.
-O..Śpiąca królewna już wstała!-krzyknął Harry przeżuwając kanapkę.
-Zamknij buzię jak jesz i nie pluj.A zresztą...to jest za wczesna pora na wstawanie.-wstałam z podłogi.Spojrzałam na chłopaków.-Gdzie Niall?
-Poszedł poćwiczyć śpiewanie.-odpowiedział Liam.-Pierwsze piętro,drugie drzwi po lewej.-wziął kolejny gryz kanapki.Zaczęłam wspinać się po schodach.Gdy doszłam na górę usłyszałam śliczny śpiew.Rozejrzałam się czy nie ma nikogo w pobliżu i weszłam do środka.Na małym bujanym krzesełku siedział Niall z tekstem w ręku.Podniósł wzrok i wrzasnął na cały głos.Potem spadł z krzesełka i trzymał jedynie na nim nogi.Ja wciąż stałam opierając się o framugę i zachwycając się tym co usłyszałam.
-Ashley!Co ty tu robisz?!-wrzasnął wstając powolnie.
-Nie wiedziałam gdzie jesteś więc zaczęłam cię szukać.-odpowiedziałam.-W realu twój głos też śłicznie brzmi.-uśmiechnęłam się i odeszłam.Na schodach stała uśmiechnięta ciocia.Biła mi brawo.
-Ślicznie zagraliście parę.Naprawdę się starasz!
-A może złapałam go za rękę,bo chciałam?!
-Naprawdę?-zapytała z niedowierzaniem ciocia.
-Nie...-powiedziałam omijając ją i schodząc po dalszej części schodów.Wróciłam do pokoju,ubrałam to:http://allani.pl/zestaw/339052,a włosy uczesałam w kucyka.Rzuciłam się na łóżko.Pomyślałam o tym żeby zadzwonić do Chris'a.Sięgnęłam więc po telefon i wybrałam jego numer.
-Halo?Ash!To znaczy....Czego chcesz?-zapytał.
-Ja też tęsknie.-uśmiechnęłam się do komórki.-Co robisz?
-Jestem z Aaron'em na zakupach.Takich...męskich zakupach.
-Tssa...,Męskich'.No nic chciałam tylko usłyszeć twój głos.Pa Chris pozdrów Aaron'a i rodziców.-rozłączyłam się i schowałam telefon do półki.Niall wszedł do pokoju.-Co tam?
-Nic.Chcesz pójść z nami do Belli?
-Belli?Nie wiem.Dobra.-zgodziłam się,wstałam i poszłam za Niall'em.

10 minut później w domu Belli:
-Droga Ashley...to jest Bella...Bella to Ashley.-przedstawił nas sobie Liam.Bella podała mi rękę.
-Miło mi Ashley.-podałam jej swoją rękę.
-Mi też.To twój dom?-zapytałam rozglądając się.
-Tak.Przeprowadziłam się tu jak miałam 17 lat.Towarzystwo rodziców zaczęło mi przeszkadzać.
-Ja muszę mieszkać z okropnym bratem Chris'em.Zazdroszczę ci.-uśmiechnęłam się.Spojrzałam na nią.Ubrana była w to:http://allani.pl/zestaw/335982 i uśmiechała się promiennie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Siema.Przepraszam,że tak żadko tu bywan,ale wiecie... w tym tygodniu miałam 2 sprawdziany(duże)i 1 kartkówkę.A więc...MASAKRA.Nie wiem jak sobie poradzę z pozostałymi ośmioma miesiącami...No nic.Że były już trzy komentarze dodaję czwarty rozdział ;D
 

 
Pomagał mi przy tym Niall.Rozmawialiśmy sobie swobodnie gdy nagle zapytał:
-Masz chłopaka?
Wtedy wbiłam wzrok w podłogę.
-Nie.Nie mam już nikogo.Nikt oprócz rodziny już mnie nie wspiera.
-Przepraszam,że zapytałem.
-To nie twoja wina.To oni mi tak bardzo zazdrościli,że się ode mnie odwrócili.Nawet mój chłopak.-podałam mu stertę koszulek.
-To takie przykre.-spojrzał na mnie biorąc 4 pary spodni.-Gdzie mam to położyć?
-Półka u góry,po lewej.-wspiął się na palce i odłożył spodnie.
-Dużo tego wzięłaś.Po co?
Wbiłam wzrok w podłogę-Bo zostaję tu na całe wakacje.-Chłopak sie uśmiechnął.
-Na serio?
-Tak.Serio,serio.Dzięki za pomoc przy układaniu ciuchów.-powiedziałam.
-Pewnie chcesz odpocząć.Pa.-pożegnał się i wyszedł z pokoju.Wyjęłam to z szafy:http://allani.pl/zestaw/334390 i się ubrałam.Włosy tylko przeczesałam.Wyszłam z pokoju i powędrowałam do ogromnego salonu.Rozsiadłam się na białej kanapie kładąc nogi na oparciu.Już nie słyszałam chłopaków tylko jak ktos schodzi po schodach.Obejrzałam się w tył.To była ciocia.Ubrana była w to:http://allani.pl/zestaw/334413 i schodziła z szerokim uśmiechem na twarzy.
-Ashley idę na spotkanie z szefem wytwórni chłopaków.Wrócę za jakieś trzy godziny.Nie róbcie żadnych głupstw.Jasne?
-Ja ci powinnam powiedzieć to samo.-uśmiechnęłam się i pokazałam kciuk do góry.Mierzyłam ją wzrokiem,aż do samych drzwi.Gdy je zamknęła wstałam i poszłam do kuchni.Otworzyłam lodówkę i ujrzałam niebo na ziemi.Było tam mnóstwo batonów,jogurtów czekoladowych,budyni i lodów w zamrażalce.Padłam na kolana z wrażenia.Wzięłam loda i poszłam do pokoju Harry'ego w którym wszyscy siedzieli i oglądali jakiś film.
-Ciocia wyszła.Nie róbcie żadnych głupstw,proszę.-spojrzałam na Harry'ego,a on na mnie.
-To lód,którym okładałem sobie tyłek jak spadłem ze schodów.-rzuciłam owy lód w Liam'a.
-Fuuj..-obrzydziłam się i wyszłam z pokoju.
-Ale czemu we mnie?!-krzyknął Li.
-Bo w ciebie wymierzyłam,wiesz?!-wrzasnęłam i wróciłam a kanapę.Usiadłam na oparciu i włączyłam telewizor.Nastawiłam na 4fun.tv.Akurat leciała PSY-Gangam Style(i zaczęłam tańczyć,,Horse Dance,,.Widziałam kawałek kręconych brązowych włosów.Nie zważając na to i tak dalej tańczyłam.Ale minutę później krzyknęłam:Wiem,że tam jesteś Harry.-wtedy chłopak upadł na podłogę jakby ktoś go popchnął.
-Oj..
-Wiem,towarzystwo dziewczyny to dla was coś nowego.Ale żeby aż tak?-powiedziałam do niego siadając ponownie na kanapie.Hazza wstał i dołączył do chłopaków.Pobiegłam za nim.
-Co oglądacie?-zapytałam.
-Mecz.-odpowiedział Zayn.
-I nie słyszę żadnych okrzyków radości ani smutku?-zapytałam ponownie.
-Nie.-odpowiedział Louis.
-O co wam znowu chodzi?
-Dobra walę prosto z mostu...-powiedział Liam.-Czemu nas nie lubisz?
-Może dlatego,że jesteście bandą przerośniętych dzieciaków?!Zawsze głosowałam na Cher,a nie na was.A gdy odpadła na nikogo nie głosowałam.-wyjaśniłam.
-Nie jesteśmy dziećmi!-krzyknął Zayn.
-A ja nie jestem waszą siostrą,że możecie na mnie krzyczeć!-wydarłam się na cały głos i tupiąc z całej siły nogami poszłam do pokoju cioci.Sięgnęłam po telefon i zadzwoniłam do Aaron'a.
-Hej Ash.
-Hej Aaron.Dzięki za kwiaty były śliczne.-uśmiechnęłam się.-Co robisz?
-Myślę o tobie...
-Aww...Dzięki.Ja o tobie też.Już za wami tęsknie.
-Tak...EM...Mam pytanie...
-Tak?-zapytałam zaskoczona.
-Pomożesz mi z dziewczyną?
-Pewnie!O jaką dziewczynę chodzi?
-O Amber.
-Więc w czym problem?
-Nie wiem jak ją zaprosić na randkę.
-Może to zrobić za ciebie Chris.Poprosi ją żeby poszła z tobą na randkę.Poprosisz go?
-Tak.Dzięki za radę Ash.Pa.-pożegnał się i rozłączył.Rzuciłam telefon na łóżko i głośno wzdychnęłam.Znowu wróciłam do salonu.Wyłączyłam telewizor i nie miałam się do czego zabrać.Mogłam pójść z ciocią przynajmniej wtedy bym się aż tak nie nudziła.W końcu poszłam do ogrodu.Usiadłam na tarasie i zaciągałam się zapachem świeżych kwiatów.W końcu usłyszałam okrzyk radości chłopaków.Zerwałam się i wróciłam do salonu.Żeby się uspokoić włączyłam 4fun.tv.Akurat leciała piosenka ,Live while we're young'.Wzięłam pilota i rzuciłam nim prosto w telewizor.
-Chole*ne One Direction!!!-wrzasnęłam.
------------------------
Mam nadzieję,że sie spodoba.3 komy-nastęny rozdział ;*
  • awatar 'o9 ∞‏: Ha ha ha ale się cieszy że z nimi mieszka ... Fajny rozdział . Czekam na kolejny :)
  • awatar I ♥ Holigans: Ciekawie się zapowiada :)
  • awatar Linde-Lo: świetne! Zapraszam do siebie ;) Niezmiernie mi miło będzie znaleźć się w Twoich obserwowanych ;) ;* Pozdrawiam ;*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
*Chris
Siedziałem sobie w pokoju brzdąkając na gitarze Ashley.Już zaczynałem za nia tęsknić.Tata zajrzał do mojego pokoju.
-Hej tato.
-Hej Chris.Ashley już pojechała?
-Tak.
-Ahh...myślałem,że zdąże się pożegnać...No nic.To tyle.Pa.
-Pa.-Zacząłem podnosić ciężarki.Ktoś zadzwonił na mój telefon i spuściłem sobie ciężarki na stopy.-AAAŁŁ!-wrzasnąłem i odebrałem.-Czego chcesz Aaron?!(opowiadanie o Rose)
-Wiesz,że jednak mam w pokoju łóżko?!
-No co ty?
-Tak!Znalazłem je pod stertą starych skarpetek i pudełek od pizz.
-Stary!A myślisz,że mnie to obchodzi?!Mam ważniejsze sprawy na głowie.
-Ashley już wyjechała?
-Tak.
-Tęsknisz za nią co?
-No co ty?!Ja?Haha!Nie żartuj Aaron!No dobra muszę kończyć.Zadzwonię do Ash.
-Rzeczywiście nie tęsknisz...-rozłączył się.Jaki on jest upierdliwy!-pomyślałem.Wybrałem numer Ashley.Odebrała ciocia Katherine.-Cześć ciociu.Jest tam może Ashley?
-Jest.-szepnęła.-Ale śpi.
-Jak długo?
-Już od jakiś dwóch godzin.
-No to ją ode mnie ucałuj.Pa.
-Do usłyszenia Chris!-odłożyłem telefon na półkę.Usiadłem na łóżku.Dom bez Ashley wydawał się tak pusty.Tak smutny.
*Ashley
Spałam sobie smacznie już od kilku godzin.Wierciłam się strasznie,bo spadłam z łóżka i się obudziłam.Wpadłam ręką w coś brązowego.
-AAA!-Wrzasnęłam-Kupa!
-Co?-zerwała się ciocia.
-Mówię po czesku?!Tu jest psia kupa!Blee moja ręka tak strasznie śmierdzi!-ciocia odrazu zabrała brązowe COŚ gazetą i wyrzuciła przez balkon.Pobiegłam do łazienki.Przez przypadek nastawiłam bardzo gorącą wodę i się poparzyłam.Ale po kupie nie było ani śladu i nie śmierdziało.-Ciociu!Masz jakąś szmatkę?-rzuciła mi małym ręcznikiem w twarz.-Dzięki!-oblałam go lodowatą wodą i przyłożyłam do ręki.Odrazu poczułam ulgę.Wróciłam do salonu.Ciocia trzymała w ręku bukiet kwiatów.
-To dla ciebie.-podała mi go.Przeczytałam małą doczepioną karteczkę.
-,Od największego fana-Aaron'a.'Awww...-westchnęłam.-Ahh..Nie mogę myśleć teraz o miłości.
-A to czemu?-zapytała ciocia.
-Chłopak ze mną zerwał.-posmutniałam.-Trudno.I tak nie był mnie wart!

Następny dzień:
Wstałam o 6 tak jak kazała mi ciocia.Ubrałam: i uczesałam włosy w warkocza na bok.Ciocia już się ubrała i czekała,siedząc na swoich walizkach.Moje stały tuż obok.
-Gotowa?-zapytała Katherine.
-Tak.-uśmiechnęłam się niepewnie.Wyszłyśmy z pokoju zamykając go.Zeszłyśmy po schodach.Ciocia oddała klucz i wyszłyśmy z budynku.Zapytałam jak daleko stąd jest lotnisko.
-5 minut taxi'ówką.-wsiadłyśmy do jednej z nich.Rzeczywiście nie minęło 5 minut i byłyśmy na lotnisku.Kupiłyśmy bilety.Cały czas szłam za ciocią.Stanęłyśmy pod wielkim samolotem.Zostawiłyśmy walizki jakiemuś facetowi i pokazałyśmy mu bilety.Weszłyśmy do środka.Siedzenia były białe,skórzane.Usiadłyśmy w pierwszym rzędzie.Dosiadła się do nas jakaś starsza pani...

(Nie chce mi sie pisac co dzialo sie w samolocie)Na miejscu:
Wysiadłyśmy z samolotu i zabrałyśmy swoje walizki.Wsiadłyśmy w kolejną taksówkę,która podwiozła nas prosto pod wielki,beżowy dom otoczony drzwami i krzewami.Był też obrośnięty czerwonym bluszczem.
-To tu.-oznajmiła ciocia.Otworzyła drzwi.W środku nikogo nie było.Weszłam i postawiłam walizki na podłodze.Zachwycałam się wnętrzem.Szklane meble zrobiły na mnie wielkie wrażenie.
-Gdzie są ONI?
-Pewnie na próbie.Twój pokój jest tuż obok...
-Dzięki ciociu.-weszłam do pokoju.A jednak.W domu ktoś był.I to 5 osób.Spojrzeli na mnie.Jeden z nich o brązowych loczkowanych włosach wrzasnął,że mam wychodzić.-Bardzo mi przykro,ale to jest mój pokój.-powiedziałam zmieszana.
-Twój?!Chyba mój!-krzyknął ponownie.Blondyn go uspokoił.
-Harry uspokój się.Kim je...-przerwała mu ciocia.
-I jak udomowiłaś się?-spojrzała na chłopaków.-To jest Ashley.Ma siedemnaście lat,jest modelką i śpiewa.-w tamtym momencie wszyscy się zerwali i zaczęli się ze mną witać.Poznałam Liam'a,Niall'a,Louis'a,Zayn'a i (nie przypadł mi do gustu)Harry'ego.Ale dołeczki tego w loczkach mnie po prostu zwaliły z nóg,a oczy tego blondyna...Śliczne.Mogłabym tak patrzeć na nich przez kilka godzin.
-To...Mam z tobą pokój?-zwróciłam się do Harry'ego.
-Tak.-uśmiechnął się pokazując swoje dołeczki.
-Wolę spać na kanapie w salonie.
Wtedy wszyscy zaczęli się przekrzykiwać,że mogę spać u niego,a tu niego.Tylko Liam się nie odzywał,bo miał dziewczynę.Jednak zdecydowałam się spać z ciocią.Ona zresztą się zgodziła więc rozpakowywałam się u niej.
  • awatar FOR SALE ♡: mój kochany Harry :* :* :* :* :* Serdecznie zapraszam na mojego mini bloga, organizuję wielką wyprzedaż, śmiało a nie pożałujesz :)
  • awatar Dartiniii: Świetny blog! będę zaglądać! :* zapraszam również do mnie, dopiero co zaczęłam :))
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
*Ashley
Ten piękny dzień zaczął się kłótnią z Chrisem.
-Czemu ty możesz jechać do Londynu,do cioci a ja muszę zostać tu?W tej nudnej Kanadzie?!
-Przykro mi braciszku.Ciocia chce pomóc mi w karierze.
-W jakiej karierze?!Masz głos jak klakson!
-I kto to mówi?!
-Dzieci!-wcięła się mama.-Przestańcie się w końcu kłócić!Nie możecie choć przez jeden dzień normalnie się do siebie odzywać?!
-Ale...-zaczął Chris.
-Żadnych ALE Chris.Ona musi tam pojechać.Ty nie masz potrzeby.
-Ale chce zobaczyć te wszystkie modelki!
-Masz przed sobą rodowitą modelkę braciszku!-krzyknęłam.
-Tak.Oprócz krzywych nóg,żółtych,dziurawych zębów-rzeczywiście jesteś modelką.-spojrzałam na mamę błagalnym wzrokiem.Ktoś do niej zadzownił.Odebrała.
-Katherine?Już jesteś?Wspaniale.Tak.Będzie za 5 minut.-rozłączyła sie.-Ash ubieraj się.Ciocia już czeka pod blokiem.
-Świetnie.-spojrzał na Chrisa.-Do zobaczenia braciszku.
-Super.Twój pokój stanie się moim pokojem do ćwiczeń.-uśmiechnął sie przytulając mnie.Pocałowałam mamę w policzek.Chris pomógł mi z walizkami.
-Bądź grzeczna!-krzyknęła mama.
-Pozdrów tatę.-pomachałam im i weszłam do windy.Jechałam przez jakieś dwie minuty i wyszłam z klatki ciągnąc za sobą 3 walizki.Dla mnie to było niemożliwe do wykonania,ale dobra.
-Ashley!Jak zawsze piękna i uśmiechnięta!-przytuliłam ją.
-Hej ciociu.Gdzie będziemy spać?
-Zatrzymamy się w hotelu.Jutro pojedziemy na samolot.Mam nadzieję,że dasz radę wstać o 6.-wytrzeszczyłam oczy.
-6?!Ja śpię później jeszcze 3 godziny!
-Na późniejszą godzinę dolecimy następnego dnia.-przewróciłam oczami i wsiadłam do samochodu.

Dojechałyśmy w 30 minut.Ciocia wzięła klucze do apartamentowca.Otworzyła drzwi.Wrzuciłam do środka walizki i rzuciłam się na łóżko.Tak jakoś dziwnie zafalowało.Odkryłam prześcieradło.Zobaczyłam przelewająca się w środku wodę.Pływały tam 3 złote rybki i kilka innych kolorowych.
-Ciociu....Czemu tu pływają ryby?
-Bo to łóżko wodne.Dziecko ty nie wiesz co to jest?!
-Wiem.Ale czemu wzięłaś akurat ten pokój?Zostajemy tu tylko na niecały dzień.
-A czy ja wiem?Może dlatego,że nie mam na co wydawać kasy?-uśmiechnęła się.
-Ciociu ile ty masz wogóle lat?
-Zgadnij.
-22.
-Chciałabym.-zaśmiała się.-31.
-Łał.Ale używasz tekstów jak nastolatka.
-Może dlatego,że wymyślam muzykę do tekstów różnych nastolatków?-rzuciła mi butelkę soku jabłkowego.
-Na przykład?
-Na przykład...Katy Perry czy Bruno Marsa.
-Łał.A gdzie będziemy mieszkać już tam w Londynie?
-W ,moim' domu.
-Jak to w ,twoim'.
-No...Nie jest do końca tylko mój.
-Znaczy?-wzięłam troche soku do ust.
-Mieszkam z chłopakami z One Direction.Pomagam im w karierze.-wyplułam sok na łóżko.Wszystko spłynęło na podłogę.
-Że jak?!?!-wkurzyłam się.
-Tak.Lubisz ich?
-NIE!Nienawidzę!I nie rozumiem czemu im pomagasz.
-Potrzebują pomocy.I to bardzo.A towarzystwo takiej ślicznotki chyba im nie zaszkodzić.-mrugnęła do mnie jednym okiem,a ja swoimi ponownie przewróciłam.
-No dobra.Jakoś to przeżyję.Chyba.Ale ja nikogo tam nie znam.
-Chcesz być sławna tak?
-Tak.
-W pracy nie musisz spotykać tylko chamskich osób.Poznam cię z Bellą.Też jest początkującą modelką i chodzi z Liam'em.
-Miło.-ziewnęłam.-Ale strasznie chce mi się spać więc proszę.Nie budź mnie.-położyłam się i przykryłam kocem.
-Muszę ci coś jeszcze powiedzieć.
-Co?
-..Mam psa...-otworzyłam szeroko oczy.
-To będzie długi dzień...
  • awatar 'o9 ∞‏: Ha ha ha podoba mi się :D Dawaj szybko następny :D
  • awatar Patrcia: fajne zapraszam na mojego bloga patusia541.pinger.pl/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
*Narrator
O 16 Rose wróciła do domu.Za godzinę miał się odbyć koncert chłopaków.Patricia ubrała się w :http://allani.pl/zestaw/330543 ,a Rosalie w:http://allani.pl/zestaw/327492.Uczesały sobie włosy w kucyki i poszły do pokoju chłopaków.
*Rose
-Gotowi?-zapytałam.
-Jak miło słyszeć twój głos.-zachwycał się Harry.Niall się uśmiechnął.-Gotowi!
-No to chodźcie.Mamy jeszcze tylko...30 minut!-krzyknęłam i wybiegłam pokoju,a reszta za mną.-SZYBKO!

W autokarze:
Zostało nam tylko 15 minut.Wątpiłam,że uda nam się zdążyć.Jechaliśmy w ciszy.Jedynie kierowca nucił sobie pod nosem ,This is love'.Spoglądałam na niebo.Robiło się coraz bardziej czarne.Trzęsłam sie ze strachu,że coś im nie wyjdzie,albo coś sobie zrobią.Tak jak ja.Jak bardzo mi było wstyd,że to zrobiłam.Zresztą....Roxe to była moja przyjaciółka poznana w samolocie.Nie znałyśy się aż tak dobrze żebym robiła sobie coś takiego,ale najwyraźniej bardzo mi na niej zależało.Tak bardzo się zamyśliłam,że ktoś szturchnął mnie w ramię.To był Zayn.Od kiedy się pociełam zrobił się bardzo nadopiekuńczy.
-I jak się czujesz?-zapytał.
-W porządku.-usmiechnęłam się.-Od kiedy jesteś taki nadopiekuńczy?Wcześniej nie obchodziły cie moje uczucia co nie?-zapytałam.On odpowiedział mi lekkim szturchnięciem w ramię.Wtedy właśnie autokar stanął.
-Benzyna się skończyła!Musicie dalej iść na piechotę!-krzyknął kierowca.
-CO?!-wrzasnęłam.-Na piechotę?Nie dam rady przebiec trzech kilometrów w 10 minut.Niecałe 10!-wtedy wszyscy wybiegli z autokaru.Louis pociągnął mnie za rękę i zaczęliśmy biec w stronę ustalonego miejsca.Biegliśmy tak PONAD 15 minut i się spóźniliśmy.Jeszcze na dodatek biegła za nami zgraja fanek chłopaków.Ale na szczęście spóźniliśmy się o kilka minut.Ja z Patricią zostałyśmy za kulisami.Trzymałyśmy za nich kciuki i usiadłyśmy na krzesełkach.Oni wbiegli na scenę.
-Witamy!Przepraszamy za spóźnienie,ale zabrakło nam benzyny!-krzyknął Liam.-A więc...Od czego zaczynamy Niall?
*Niall
Pomyślałem o małej zmianie.Wziąłem gitarę i zacząłem grać ,,More than this''.Chłopaki spojrzeli na siebie i zaczęliśmy śpiewać.Dziewczyny się zachwycały.Kolejną piosenką była:,,Up all night'',następnie ,,Moments'' i ,,Forever Young''.Zaśpiewaliśmy jeszcze ,,Na,na,na''.Pod koniec spojrzałem na chłopaków i poszedłem za scenę.
-Wasza kolej.-pociągnąłem je za ręce.
*Rose
-EJ!Ja nie chcę!Puść!-krzyczałam.W końcu dałam za wygraną i weszłam na scenę.O mało co nie posikałam się ze strachu.
-Powitajcie nasze koleżanki-Patricie i Rosalie!-krzyknął Louis.
-Tak.One zawsze nas wspierały.A i jak się pewnie domyślacie...Rose to moja siostra.-oznajmił Zayn.
-A Patricia to moja siostra!-krzyknął Li przytulając ją.-Może coś zaśpiewasz?-zapytał mnie,dał mikrofon i tak jak pozostali zbiegł ze sceny.Rozglądałam się wokół.Nie widziałam co mam robić.Śpiewać?Uciec ze sceny i to jak najszybciej?Trudno,w końcu zaczęłam po cichu śpiewać:,,Live while we're young''.Potem śpiewałam coraz głośniej i głośniej.Na koniec dołączyli się chłopcy.I tak właśnie skończył się ten koncert.Ale jeszcze coś!Niall do mnie podszedł,spojrzał prosto w oczy i zapytał słodkim głosem:Czy zostaniesz moją dziewczyną?-rzuciłam mu się na szyję.
-Czyli tak?-zapytał.
-TAK!Oczywiśćie,że tak!-zgodziłam się.Wszyscy zachwycali się tą chwilą.Pożegnaliśmy się z fankami i zeszliśmy ze sceny....

6 lat później...
Wszystko nam się wspaniale układa.Ja z Niall'em jesteśmy małżeństwem już od 3 lat.Mamy śliczną córeczkę-Nicole.Ma już roczek i 5 miesięcy.Louis jest szczęsliwy z Eleonore,a Liam z fotomodelką Christine.Wszystko jednak zmieniło się z Zayn'em i Patricią.Zayn chodzi z Perrie z zespołu Little Mix,a Patricia...z Harry'm.

...........................KONIEC..................................
 

 
To tak...Za 3 rozdziały kończę opowiadanie o Rose.Następne bedzie suuper extra.Napisałam już 2 rozdziały.A więc...tyle
 

 
*Zayn
Wyszedłem raniutko z pokoju.Przeciągnąłem się.Zobaczyłem,że coś leży na podłodze.Podszedłem bliżej.Zacząłem krzyczeć.Pierwsza przybiegła Patricia.Zaczęła płakać.
-Dzwoń po karetkę!!wrzasnąłem,a po tych słowach przybiegli pozostali.Nawet pani Madeline.Podniosłem jej głowę.Łzy spływały mi po policzkach.Nie czułem,żeby oddychała.Niall'owi zaczęło się krecić w głowie.Upadł na podłogę.Louis pomógł mu wstać.Wszyscy zamarli na 5 minut.Dołączyła do nas Patricia.
-Karetka już jedzie...-powiedziała płaczem.Spojrzałem na nią.Pierwszy raz w życiu tak płakałem.
*Harry
Płakałem coraz bardziej.Pierwszy raz wydarzyło mi się coś takiego.Po schodach wbiegli ludzie z pogotowia.Wzięli Rose na ręce i położyli na ,,łóżku,,na kółkach.Wywieźli ją z budynku.Patricia została w hotelu,a my w piżamach pojechaliśmy do szpitala.
*Narrator
Serce Rose przestało bić.Szanse by ją uratować były jak jeden do miliarda.Chłopacy byli zapłakani.Po 20 minutach dojechali do szpitala.Rosalie trafiła do sali operacyjnej.
*Harry
Nie mogliśmy wejść do środka.Usiedliśmy na siedzeniach.Zayn chodził w kółko ze zdenerwowania.Ja trząsłem się ze strachu.Powoli zasypiałem choć spałem około dziesięciu godzin.Oparłem się o Niall'a i zasnąłem.
NA SALI OPERACYJNEJ:
Lekarze próbowali odzyskać życie Rose już przez kilka godzin.Gdy nastała 13 pielęgniarka wyszła z pomieszczenia.
*Zayn
Gdy ją zobaczyłem odrazu do niej podbiegłem.
-I jak?
-.....
-PROSZĘ MI ODPOWIEDZIEĆ!!!
-....
-KOBIETO TO MOJA SIOSTRA!GADAJ!!!-zacząłem nią trząść.
-Jej stan jest bardzo ciężki.Ale przeżyła.-uśmiechnęła się i wpuściła nas do sali.Niall odrazu przy niej uklęknął.Płakał ze szczęścia i się uśmiechał.
-Rose!Jak ja się cieszę,że żyjesz!-krzyknął.-Nie wiem co bym sobie zrobił gdyby cię nie było!-Harry sie do niego dołączył.
-Rodzice by mnie zabili gdyby ci się coś stało.-powiedziałem uśmiechając się.Liam i Louis ją przytulili.Ona w końcu odpowiedziała po cichu:Kocham was.Nie wiem czemu to sobie zrobiłam.-uśmiechnęła się i zasnęła.Zostawiliśmy ją samą i wróciliśmy szczęśliwi do domu.
*Patricia
Nie mogłam sobie tego wybaczyć.Czemu po nią nie poszłam?!Nagle usłyszałam jak drzwi się otwierają.Pobiegłam na dół krzycząc:I co?!I co?!
-Przeżyła!-krzyknął Liam.Rzuciłam mu się na szyję ze szczęścia.Łzy znów ciekły mi po policzkach.Ale tym razem ze szczęścia.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
*Rose
Otworzyłam oczy i się przeciągnęłam.Chyba wiele mnie ominęło,bo Patricia siedziała obok Zayna cała rozpromieniona.
-Coś mnie ominęło?-zapytałam.
-Tak.-odpowiedział Louis.-Są parą.-Spojrzałam na Pati.Uśmiechneła się jeszcze bardziej potwierdzając to swoim wyrazem twarzy.Z wrażenia oparłam się o Niall'a z podkulonymi nogami.On przeciągnął się i połżył swoją rękę na moim prawym ramieniu.
-To nie robi na mnie wrażenia,ale i tak mi zimno.-wtuliłam się w niego jeszcze bardziej.On uśmiechnął się pod nosem.Harry patrzył na mnie lodowatym wzrokiem,wstał i poszedł do łazienki.Zamknął z hukiem drzwi.Spojrzeliśmy na siebie z Niall'em.
-Pójdę z nim pogadać.-powiedziałam i wstałam z miejsca.Otworzyłam powoli drzwi.Na podłodze,opierając się o ścianę siedział Hazza.Usiadłam przed nim łapiąc go za lodowate i mokre od płaczu ręce.-Hazzie....Spójrz na mnie.-on odmówił kiwając głową.-Spójrz!-powiedziałam głośniej podnosząc mu brodę i całując prosto w usta.Spojrzał na mnie.-Nie wiem którego wolę.Muszę ryzykować,ale robiąc to tak żeby nie zranić waszych uczuć.Wiesz jakie to trudne?-wytłumaczyłam.
-Tak.Rozumiem cię.Ale wiesz,że cie kocham,prawda?
-Wiem.-uśmiechnęłam się pomagając mu wstać.Otarł łzy i dołączyliśmy do reszty.Wszyscy śpiewali różne piosenki,a Ni grał na gitarze ,,Stereo Hearts,,.Usiadłam jedyna na podłodze i włączyłam się do śpiewania.Po raz pierwszy zrobiłam to przy wszystkich.Patrzyli na mnie ze zdziwniem,aż Niall w końcu przestał grać.Liam wstał i zaczął klaskać,z resztą jak wszyscy.
-Wow!Nie wiedziałem,że mam tak utalentowaną siostrzyczkę!-wrzasnął Zayn.Spojrzałam na niego przechylając głowę i uśmiechając się.
-A ja nie wiedziałam,że mam brata...
-JESTEŚMY!-wrzasnął Lou.Jako pierwszy wysiadł z autokaru.Na jego nieszczęście ptak nasrał mu na głowę.Spojrzał na Harry'ego stojącego za nim i sikającego ze śmiechu.Zresztą tak jak wszyscy.Louis skrzyżował ręce na piersi.Podeszłam do niego uśmiechając się i ciągnąć za rękę.
*Louis
Rose zaciągnęła mnie do łazienki i zaczęła czyścić głowę.
-Nie musisz tego robić.-powiedziałem.
-Ale chcę.-zaśmiała się-Lubię pomagać.-spojrzałem na nią dziwnie.Pomagać?Ona?HAHA!-Gotowe.-przejrzałem się w lustrze.Znowu miałem piękne,brązowe włosy.Rose mi je poszarpała i pobiegła do swojego pokoju śmiejąc się.Uśmiechnąłem się.Naprawde lubiła pomagać...
*Rose
Była już 22.Ubrałam się w piżamę(czarna tunika,białe kapcie).Wszyscy rozsiedli się w naszym pokoju.Zdążyłam jeszcze umyć głowę.Wyszłam z łazienki już z suchymi włosami.Nie zerkałam nawet w lusterko,bo chciałam się jak najszybciej położyć w łóżku.Wszyscy patrzyli na mnie wielkmi oczami.Liam podał mi małe lusterko.Przejrzałam się.Moje włosy wyglądały takpatrz-obrazek).Zaczęłam piszczeć,że wyglądam jak smerf.Niall sobie ze mnie zażartował.
-Smerfetko uważaj na Gargamela!-wszyscy wybuchli śmiechem.Oprócz mnie.Zamknęłam oczy,policzyłam do 10 i położyłam się na Harry'm.Czemu?Może dlatego,że zajął moje miejsce?!On na mnie spojrzał.
-Zej....
-NIE.-odpowiedziałam stanowczo.Wtedy Zayn mnie podniósł i Harry swobodnie wstał.-Niech ktoś mnie przytuli.-wtedy Zayn do mnie podzszedł i mnie przytulił.-Zayn,śmierdzisz.
-EJ!To nie mój problem,że musiałem uciekać przed fankami!
-A może jednak twój?-usiadłam.-To przecież ty sam się zgłosiłeś do X-Factor'a.Chyba nikt za ciebie nie decydował.Co nie?
-No....Nikt.
-No właśnie.-machnęłam dziwnie ręką.-Jutro koncert?
-Tak.-odpowiedział Liam.
-No właśnie.Dlatego muszę się wyspać..Do widzenia!-ponaglam żeby wyszli.Zayn pocałował mnie w czoło.Ja je wytarłam i powiedziałam razem z Patiobranoc.
*Narrator
W nocy coś obudziło Rose.Wstała z łóżka i zaczęła iść w stronę korytarza.
*Rose
Zobaczyłam Emily.Siedziała na podłodze w słodkiej różowej piżamce i przytulała misia z jednym guzikiem zamiast oka.
-Usiadź Rosalie.-powiedziała Em klepiąc miejsce obok siebie.Zrobiłam jak kazała.-
-Słucham Emily?
-Mam złą wiadomość....Twoja najbliższa osoba nie żyje...
-Mama?Tata?
-Nie...Roxe.-oczy puchły mi od łez.Wybuchłam płaczem.Przybiegli do mnie chłopacy.Pytali się o co chodzi.Ja nie mogłam wydusić z siebie ani jednego słowa.Harry mnie przytulił.
-Powiedz Rose.
-Roxe!O-ona nie żyje!-wydusiłam z siebie.Zayn schował twarz w dłoniach i zaczął popłakiwać.Harry i Niall też prawie płakali.Jedynie Liam i Louis nie wiedzeli o co chodzi.Wytłumaczyłam im.Szybko posmutnieli.
-Biedna Roxe.-powiedział płaczem Niall.-A ja ją tak lubiłem!Przykro mi Rose.-przytulił mnie.-Ale wytrzymasz to?Prawda?
-Musisz nas wspierać.Bez ciebie nie damy rady.-powiedział Louis.Uśmiechnęłam się,ale wciąż miałam łzy w oczach.Chłopcy pożegnali się i wrócili do spania.Ja jeszcze posiedziałam na korytarzu.Obok mnie znów pojawiła się Emily.
-Jak umarła?-zapytałam.
-Miała naprawdę poważną chorobę.Godzinę temu nastąpił zgon.-podniosłam się ze schyloną głową.Poszłam po małą kartkę papieru.Napisałamrzepraszam.Musiałam to zrobić.Wasza Rose.Położyłam ją na małym stoliku.Pobiegłam na palcach po nóż.Wróciłam na miejsce i podcinałam sobie żyły.Miałam dosyć życia.Bez Roxe to wszystko już nie miało sensu...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›